Moja waga lubi mi poprawiać humor ostatnio. Dzisiaj radośnie wyświetliła 64,3 kg :D Nie ważne, że moje chudnięcie ma teraz wolniejsze tempo... Grunt że cały czas waga spada :) A to jest mega motywujące.
Wczoraj nie chciało mi się jeść, więc skończyło się na budyniu bezcukrowym, który wyszedł przepyszny. Brakowało mi trochę rodzynek, ale jakoś to przebolałam.
Dziś rano było mało czasu na jedzenie, więc skończyło się na jajecznicy na szyneczce z indyka z tymiankiem. Pycha!
Do pracy zgarnęłam twarożek i mam jeszcze serek wiejski lekki i kefir. Muszę tylko pomyśleć co zjeść na obiadokolację. W sumie przydałoby się wyskoczyć do sklepu i zrobić jakieś zakupy, ale pewnie ciężko mi będzie wyciągnąć Piotrka :(
Trochę zaczął mi dokuczać ból nóg - konkretnie ud (a'la zakwasy) - doczytałam się w wszechwiedzącym internecie że to brak potasu. Dziś ostatni dzień moich dni proteinowych, więc jutro będę wcinać pomidory. Może extra kupię sok pomidorowy :) Zawsze to jakieś urozmaicenie :)
Najwięcej potasu jest w suszonych owocach (morele) ale tego niestety mi nie wolno.
Jakoś trzeba sobie radzić :)
Jak to mówią: coco jambo i do przodu hahahaha. W tym przypadku bardziej w dół, ale niech będzie że do przodu ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz